Mój mały debiut w prasie 😉
Pojawił się u nas w pracy konkurs w gazetce (magazyn pracowników).
Temat bardzo mi podpasował, ponieważ jednym z tematów do wybory było: własna działalność społeczna, sportowa lub hobby „po pracy”.
Zadanie nie było łatwe, ponieważ musiałem zmieścić się w limicie 6000 znaków ze spacjami. Limit można było odrobinę przekroczyć, ale bez przesady.
Musiałem więc znacznie skrócić moją pracę, bo jakoś mocno się rozpisałem :D.
Zamieszczam ją poniżej w wersji jaka wyszła w magazynie (PDF) oraz niżej w wersji na normalnej.
Praca ku mojej radości zajęła pierwsze miejsce. Jest to dla mnie fajne wyróżnienie i bardzo się z tego cieszę.

Tytuł pracy: Log off and get a life.

Codziennie gdzieś się logujemy, do systemu w pracy, do mediów społecznościowych. Przyzwyczajamy się do świata gdzie wszystko jest za kliknięciem myszki. Praca, zakupy, informacje, kontakt z drugim człowiekiem. Wychowałem się w czasach, kiedy o cyfrowym świecie nikt nie marzył – no może Juliusz Verne. Telefon był analogowy i to tylko w kilku domach, telewizor był czarno-biały. Informacje były w gazetach, a nie w portalach. Taksówkę łapało się na postoju, a nie w aplikacji. Po znajomych dzwoniło się domofonem. Za oranżadę płaciło się drobniakami, a nie smartfonem. Zbierało się obrazki z gumy Turbo a nie lajki.
Gdy zaczęła się era cyfrowa, każdy szybko przyzwyczaił się do wygodnego życia. Pojawiły się telefony nie tylko w mieszkaniach ale i w kieszeniach. Komputery w domach a nie w filmach. Internet przez modem zmienił się na internet z „powietrza”. Odkurzacz sprząta po wydaniu polecenia przez smartfona. Mówimy do telewizorów by zmieniły kanał. To co widzieliśmy w filmach stało się na naszych oczach codziennością. Nie da się ukryć, jest łatwiej, jest szybciej, jest wygodniej, ale czy jest lepiej? Na pewno w niektórych kwestiach lepiej w innych np. w kontaktach społecznych jest zdecydowanie gorzej. Mamy wirtualnych znajomych, których latami nie widzimy na żywo, co więcej nawet nie rozmawiamy z nimi przez telefon. Dlatego też uważam, że warto czasem kliknąć przycisk „log off”, zamknąć klapę laptopa, wyłączyć smartfona i nie martwić się o stan naładowanej baterii czy kreski zasięgu, zdjąć z ręki smart watcha, a założyć G-Shocka i wyjść ze swojej strefy komfortu, by zacząć żyć.
A więc LOG OFF AND GET A LIFE.

Moje hobby to zwiedzanie świata samochodem terenowym. Pozwala mi to wylogować się z cyfrowego świata. Większość miejsc, w które docieram i tak nie ma zasięgu telefonii, a co dopiero internetu. Część wyjazdów odbywam sam, inne w towarzystwie znajomych lub rodziny.
Do samochodu pakuję sprzęt biwakowy, papierową mapę, zapas jedzenia, wody i sprzęt fotograficzny.
Moje wyprawy nie mają konkretnie określonego celu, nie wiadomo gdzie danego dnia uda się dojechać, bo nigdy nie wiadomo co się wydarzy. Gdy po drodze znajduję piękne miejsce zatrzymuje się tam, rozbijam obóz i to jest danego dnia mój dom, bo mój dom jest tam gdzie go zaparkuję.


Zatrzymując się w górach oglądam zachodzące słońce i widzę jak zmieniają się oczy kobiety gdy pojawia się księżyc. Nocując nad morzem ogrzewam swoje stopy ciepłym piaskiem czując jak oddycha ziemia. Spędzając noc nad jeziorem słucham szumu fal zasypiając w namiocie. Będąc w najdalszym zakątku Europy, siedzę rano na plaży z kubkiem kawy obejmując żonę i patrzę jak na horyzoncie pojawia się słońce.


Bywa, że ktoś w Rumuńskich górach zaprosi do siebie na herbatę i można tak zasiedzieć się do rana. W Albańskiej wiosce do której prowadzi 4 godzinna droga przez Góry Przeklęte ludzie potrafią zaprosić na nocleg do siebie na podwórko.
Podczas jednego z takich noclegów wieczorem przy kolacji zaczęliśmy śpiewać znane nam przyśpiewki, ku naszemu zaskoczeniu gospodarz obserwował nas i zaczął płakać. Od jego córki dowiedzieliśmy się czemu. Uznał, że skoro śpiewamy u niego, to znaczy, że się tam dobrze czujemy, a jeżeli jego goście się u niego dobrze czują, to on jest dobrym gospodarzem. A to że jest dobrym gospodarzem, ma dla niego wielkie znaczenie. Rano obudził nas zapach świeżo pieczonego chleba, do którego na stole stały już zrobione przez gospodarzy sery, miody i inne lokalne specjały. Gospodarze wstali wcześnie rano by przygotować to wszystko dla nas.
Ruszając dalej spotkaliśmy wycieńczonego motocyklistę pchającego swoją maszynę. Gdy widział nadjeżdżające samochody uklęknął. Po krótkiej rozmowie dowiedzieliśmy się, że naszemu rodakowi zabrakło paliwa i męczył się tak od kilku godzin. Motocyklista dostał od nas paliwo i udał się z nami na obiad, podczas którego opowiadaliśmy sobie wzajemnie o przygodach jakie nas spotykały.


Tych wszystkich rzeczy nie da się wcześniej zaplanować, przewidzieć. Taka podróż ma do siebie to, że jest zupełnie bez kontroli, sprawia że podróżujemy nie do konkretnego miejsca ale do ludzi. Do tych, których poznajemy i spotykamy przypadkiem. Dzięki takim spotkaniom w podróży można poznać obcą kulturę, obyczaje, pozwalają nam doświadczać nowych dla nas rzeczy.

Podróże kształcą, to chyba wiemy wszyscy. Jak inaczej dowiemy się jacy w danym miejscu są ludzie? Jaki zapach mają świeże owoce cytrusowe? Jaki dźwięk wydają cykady? Jak wygląda słońce nad skałami Majorki? Jak nasze stopy grzeje nagrzany piasek na południu Włoch?
Jak drapią nas w stopy czy kaleczą skały Grecji? Jak uśmiechają się Sycylijki na małych uliczkach i jak pachnie tam pizza? Jak zaczepiają Włosi witając kobiety z daleka? Jak smakuje figa zerwana prosto z drzewa rosnącego przy starówce w Splicie? Jak smakuje arbuz kupiony na targu w Trogirze, popity ciepłą Rakiją? Jak w zimie grzeje słońce na ośnieżonym szczycie Chopoku, ogrzewając odpoczywających narciarzy? Tych rzeczy nie dowiemy się w szkole, a dopiero w podróży.


Każdy taki wyjazd jest świetną odskocznią od domu, pracy, obowiązków.
Okazuje się, że często tęsknimy za przyrodą, za przygodą, za przeżyciem czegoś, czego na co dzień nam brakuje. To wszystko jest na wyciągnięcie ręki, i nie musi kosztować milionów monet. Wystarczą chęci, wyobraźnia i odrobina odwagi. Odrobina odwagi do wyjścia ze swojej strefy komfortu. Do wyrzeczenia się na kilka dni ciepłej kołderki, wygodnego materaca. Do przeżycia kilku dni bez telewizora, chociaż po powrocie okazuje się, że wcale za nim nie tęskniłeś i po pilota sięgasz rzadziej bo wiesz, że w czasie kiedy oglądasz seriale i żyjesz czyimś życiem możesz zrobić coś fajnego. Do przeżycia kilku dni bez prądu, internetu bez dostępu do ciepłej wody na zawołanie bo jeśli chcesz ciepłą musisz ją po prostu zagotować, albo poczekać aż zagrzeje się na słońcu. Uwielbiam takie podróżowanie, cieszy mnie gdy pokazuje w ten sposób świat mojej córce, bo co jest dla ojca większą radością niż uśmiech dziecka?

W wielkim skrócie tak wygląda moje największe hobby, które łączę z fotografią dronem. Zdjęcia z drona pozwalają mi spojrzeć na świat z innej perspektywy. Będąc w fajnych miejscach chce je zapamiętać na dłużej, dlatego staram się uwieczniać piękno świata na fotografiach które zamieszczam na Instagramie (IG: 4iks4.pl oraz drone_4iks4), a przygody opisuję na blogu który prowadzę www.4iks4.pl.

Podoba się ? Dajcie znać – będzie mi miło.

Kategorie: Bez kategorii

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *