Pojawiło się widmo wolnego weekendu. Nie tylko od obowiązków ale i od żony 🙂
Weekend ojca i córki… długo się nie zastanawiałem jak taki weekend spędzić, jedziemy w teren.


Telefon do Marka, czy jest zainteresowany. Po 3 sekundach namysłu … ok, powiem swojej żonie, że też ma wolny weekend, biorę dzieciaki i jedziemy. Zostało jeszcze wybrać miejsce, poszperałem chwilkę w necie znalazłem ofertę zorganizowanej przejażdżki z Roadbookiem, około 140 km, na koniec ognisko.
Oferta wydawała się spoko więc wpłaciłem zaliczkę.

Długo nie musieliśmy ustalać co zabrać, większość gratów leżała już w samochodzie, dorzuciliśmy dodatkowe krzesełka dla dzieciaków i jesteśmy gotowi. Stawiliśmy się w wyznaczonym miejscu, zjedliśmy śniadanko, dostaliśmy Roadbooka, prowiant na drogę, można jechać. Szybkie szkolenie z czytania Roadbooka zrobiliśmy sobie sami, domyśliliśmy się jak go odczytywać :).
Po pierwszych punktach praktycznie wszystko wiedzieliśmy, trzeba się tylko odrobinę skupić i nie jechać za szybko.

Było kilka punktów gdzie wysiadaliśmy z samochodu żeby coś obejrzeć, zwiedzić i szukać foto zagadek. Przystanki są konieczne jak jedzie się z dziećmi, nie można ich przecież zanudzić. Ulubiona muzyka dzieciaków to podstawa udanej podróży 🙂 ze skupieniem szukali też foto zagadek. Najweselsze było wyciąganie dzieci, potem wkładanie, usadzanie, zapinanie w pasy, nudno więc nie było.

Trasa ogólnie przyjemna, małej trudności dzięki małym opadom. Widać było miejscami, że jak by padało dłużej to było by ciekawiej, trudniej. Zaskakująca była liczba kapliczek i krzyży przy skrzyżowaniach, w lasach na polach lub wioskach. Pod koniec trasy zjechaliśmy się z kilkoma autami w jednym miejscy – przy przejeździe kolejowym którego nie było. Był w roadbooku, ale fizycznie go tam nie było. Nie było możliwości żeby tyle osób na raz się pomyliło i dojechało błędnie do tego miejsca. Postanowiliśmy poszukać kolejnego przejazdu, po kilkunastu minutach udało się jakiś znaleźć. Ale dalsza część trasy nie była możliwa bo byliśmy już w innym punkcie. Po telefonie do organizatorów dostaliśmy lokalizację następnego punktu. Po przejechaniu kilku następnych znowu napotkaliśmy trudności. Budowa obwodnicy, zakaz wjazdu itd.
Po dojechaniu na ognisku i pytaniu organizatorów o drobne błędy otrzymaliśmy odpowiedź: „aa tego przejazdu to nie ma już od lutego (ale mamy koniec października). No a obwodnicę to chyba dobrze że budują?”
Wszystko świetnie, przejazd mogli zlikwidować, obwodnicę budują ale skoro przejazdu nie ma od kilku miesięcy, obwodnica też widać że na ukończeniu, skoro organizatorzy mieli taką wiedzę mogli po pierwsze nanieść jakieś poprawki lub chociaż wspomnieć przy starcie że taka sytuacja ma miejsce. Niby pierdoła ale niesmak pozostaje. Jadąc według otrzymanych wskazówek ładowaliśmy się 2 razy pod zakaz wjazdu, niby ostateczna decyzja należy do kierowcy, ale te zakazy nie stały tam od wczoraj, więc …

Po małych problemach dojechaliśmy do wyznaczonego miejsca, ognisko kończące cało dniowe zmagania. Tutaj wszystko fajnie przygotowane, napoje, przekąski dla dzieci, kiełbaska, pieczywo. Krótkie pogaduchy z innymi uczestnikami i wycieczka dobiegła końca, trzeba wracać do domu bo jeszcze spory kawałek drogi przed nami.
Są plusy i minusy wyjazdu zorganizowanego przez firmy:
Cena – nie ma się do czego przyczepić, stworzenie dobrego Roadbooka to bez wątpienia nie jest łatwa sprawa, kto uważa inaczej, niech sam zrobi dobry, wyliczone do 10-tek metrów i niech rozdaje za darmo. Doliczając jedzenie, podatki – tak dostaliśmy na wszystko paragony z kasy, coś zostaje dla organizatorów ale kokosy to nie są. Nikt nie oczekuje że ktoś będzie coś robił za darmo więc o cenie nie ma co dyskutować, produkt jest wart tyle, ile ktoś za niego zapłaci.
Na pewno jadąc na własną rękę można zmniejszyć koszty, ale będziemy w większości przypadków krążyć po jakiejś okolicy, błądzić, cofać się – chociaż to też nie zawsze jest minusem, jadąc jednak z dziećmi warto jest mieć wcześniej jakiś plan. Warto też wiedzieć co można zobaczyć w okolicy, chociaż dla rozprostowania kości.
Nie będę wymieniał nazwy firmy i nazwy imprezy żeby nie robić reklamy, bo nie byłem na tyle zadowolony żeby reklamę robić, ani nie mam zamiaru robić antyreklamy, bo nie byłem na tyle zawiedziony żeby psuć markę na którą organizatorzy pracują przez lata. To że ja byłem mniej zadowolony nie znaczy, że dla kogoś innego nie była to perfekcyjnie zrobiona impreza. Jeśli nie będę miał pomysłu na jakiś weekend, to jest spore prawdopodobieństwo, że jeszcze skorzystam z oferty tej firmy, ale nie będzie to na pewno zbyt często.

Lubię sam wsiąść w samochód i jechać bez celu, albo wybrać cel i jechać tam przypadkowymi drogami, nie raz już tak spędzałem jakiś wolny dzień i również się świetnie bawiłem. Ale jak już pisałem, wyjazd z dziećmi warto zaplanować wcześniej.

Naszym dzieciom wypad bardzo się podobał, moja córka jest przyzwyczajona do naszego auta i dla niej to w zasadzie codzienność, często wracają ze szkoły czy od babci skracamy sobie drogę :). Dzieciaki Marka nie znały wcześniej tego samochodu, nie wiedziały, że jest w stanie wjechać do głębszej wody, czy jeździć po sporych dołach, błocie i górach. Z tego co mówili byli zachwyceni i mam nadzieję, że tak właśnie było.  Bo co jest dla nas cenniejsze niż uśmiech dzieci? Dla mnie największą nagrodą jest uśmiech mojej córki, to jak powie, że świetnie się ze mną bawiła. To jak opowiada potem komuś co robiła świadczy o tym, że to pamięta i że naprawdę jej się podobało.
A więc … śpieszmy się kochać dzieci, tak szybko zaczynają pyskować 🙂

http://laura4x4.pl/wp-4iks4/ziemi-nie-dziedziczymy-po-naszych-rodzicach-pozyczamy-ja-od-naszych-dzieci/
Kategorie: Wszystko

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *